Siedzieliśmy z Kolcem w na wpół zrujnowanym dworku czy innej takiej wypasionej chałupie i zastanawialiśmy się, czy dożyjemy jutra. Ciężko się opędzić od takich myśli, zwłaszcza, jak ma się ostatni bochenek chleba, dwie podejrzane konserwy i dwa ogórki. I ani kropli bimbru. Jeszcze ciężej, jak się pomyśli, że tylko kiepska barykada, na którą składały się między innymi połupane na pół meble drewniane i kilka wózków z supermarketu, dzieli nas od tego tałatajstwa, które grasuje na zewnątrz. Całe szczęście, że zombiaki są takie powolne, i w gruncie rzeczy dość słabe, no i nie potrafią działać w grupie i planować. Inaczej zjadłyby nas już dawno i podłubały sobie w zębach, wykorzystując meble z drewna lipy.. czy co tam to jest. Nie znam się na gatunkach drewna, ważne, że się pali i że jest twarde, a więc w razie potrzeby można nim przywalić komuś w łeb. Kolec skądś wytargał niewielką komódkę zachowaną w zupełnie dobrym stanie i, obszukawszy ją najpierw na okoliczność jakichś tajnych skrytek, siedział teraz nad tym swoim znaleziskiem jak pies nad gnatem. Zastanawiałem się, po jakie licho mu ta komódka, ale zanim zdążyłem zapytać, zaczął opowiadać o swoim życiu. Kurde, na zwierzenia mu się wzięło.. Wysłuchałem, bo i co miałem robić, opowieści o tym, jak uczył się w technikum drzewnym i takie właśnie komódki, pościągane od chłopów ze wsi, mieli w warsztacie jako „pomoce dydaktyczne“, czyli do nauki konserwacji i zabezpieczania drewna. Uniosłem brwi, bo jakoś mi się wydawało dziwne, że chłopi po wsiach mieli takie frymuśne rzeczy i meble woskowane, ale Kolec wyśmiał mnie mówiąc o szabrownikach i rozgrabionym mieniu pałacowym. Opowiadał z widoczną pasją o sposobach, w jaki konserwuje się i pielęgnuje meble z drewna różanego, jaka jest różnica między intarsją a inkluzją, co najlepiej sprawdza się jako polerka sprawiająca, że meble woskowane lśnią jak nowe. Złapałem się na tym, że słucham z zainteresowaniem, tylko raz musiałem wstać i spacyfikować zombie, który - całe szczęście, że sam! - wepchnął łeb przez dziurę w naszej barykadzie i zaczął już kombinować, jak dostać się do środka. łóżka drewniane uciszyłem go nogą od stołu, a Kolec, jak mi się wydaje, zupełnie tego nie zauważył. Nadal siedział w czasach, gdy meble drewniane stały na swoich miejscach, a nie płonęły w ogniskach czy stanowiły część zapory przeciwko żywym trupom. Pomyślałem sobie, że jak ostatniego żywego człowieka zeżrą chodzące umarlaki, to i tak będzie już bez znaczenia, co się stanie z naszymi rzeczami, wliczając w to i meble z drewna, choćby nie wiem jak cenne, bo przecież zombie zupełnie nie zwracają uwagi na takie rzeczy. Szafy drewniane dla nich liczy się tylko świeży mózg..